NAJLEPSZE Z PUDEŁKA JODY: UWIELBIAM ŚWIATOWEGO WETERAŁU, BO TO PIERWSZY BYĆ WYPOSTAŁEM

Jody Weisel

Nigdy nie byłem najszybszym facetem. Większość tego, co osiągnąłem na motocyklu, zrobiłem z determinacją, sprawnością lub ślepym trafem. Och, mam rekord prędkości na torze zamkniętym z 1976 roku, był weterynarzem Pro CMC numer jeden w 1984 roku, zajął drugie miejsce w klasie Over-40 Expert na Mistrzostwach Świata weterynarzy w 1988 roku, zdobył pierwszą tablicę rejestracyjną REM w 1994 roku i dostałem Edison Dye Lifetime Achievement Award w 2018 roku. Jeśli zagłębię się głębiej w moje CV, mógłbym zdobyć jedną trzecią w Mexican Supercross Championships 1979 i kilka wygranych serii. Nie jest to wspaniała kariera, ale najlepsze, co mogłem zrobić z moim ograniczonym talentem.

Mój największy żal? Zawsze chciałem wygrać Mistrzostwa Świata Weterynarzy. Cóż, nie zawsze, ale kiedy stałem się za stary, żeby wygrać coś większego. Uwielbiam World Vet Motocross Championship – być może dlatego, że powstały w czasie, gdy motocrossowcy byli wypasani. Uratowało to tysiące kierowców wyścigowych przed spędzeniem swoich złotych lat na koszeniu podwórka w niedzielę i zamienianiu garaży na magazyny kolekcji ceramiki ich żon. Wraz z eksplozją wyścigów weterynarzy nie tylko starzy faceci, tacy jak ja, tchnęli nowe życie w swoje wyścigi, ale sport zyskał impuls, który utrzymał go przy życiu w chudych czasach.

Nie wydaje mi się to zbyt trudne, aby motocykle motocrossowe stały się bardzo podobne do hot rodów. Ilekroć zobaczysz forda Woodiego z 47 roku lub chevroleta Apache z 57 r., jadącego autostradą, facet za kierownicą zawsze ma siwe włosy (jeśli w ogóle ma włosy). O dziwo, hot rody były kiedyś bastionem dla początkujących nastolatków, których nie było stać na Fairlane'a lub Roadmastera. Dziś na wsadzenie małego klocka 327 do wiadra T z 32 roku mogą sobie pozwolić tylko stare łachy. Nietrudno zauważyć, że przyszłość motocrossu zostanie zdominowana przez staruszków z pieniędzmi na budowę najtrudniejszych motocykli i wolnym czasem na ściganie się na nich.

Jestem jednym z bardzo małej garstki zawodników, którzy ścigali się z rzędu 35 mistrzostw świata weterynarzy od momentu powstania w 1986 roku (głównie dlatego, że Tom White, Alan Olson i ja przeprowadziliśmy burzę mózgów nad pomysłem wyścigu mistrzowskiego tylko dla jeźdźców powyżej 30 roku życia). Ścigałem się w klasach Over-30, Over-40, Over-50, Over-60 i Over-70 bez skutku. Przez lata miałem dobre i złe dni. Byłem nawet bliski wygranej, tak wiele lat temu, kiedy byłem znacznie młodszym mężczyzną. W 1988 roku w Mistrzostwach Świata weterynarzy powyżej 40 roku życia zająłem drugie miejsce w klasyfikacji generalnej po dziewięciokrotnym mistrzu świata weterynarii Alana Olsona. W 1990 roku zająłem czwarte miejsce w mistrzostwach powyżej 40 lat, a 25 lat temu byłem szósty w mistrzostwach świata weterynarzy powyżej 1997 lat w 50 roku. Z wyjątkiem mojej jednej wyprawy na podium 33 lata temu, obserwowałem z dołu tabeli liderów, jak Gary Jones, Alan Olson, Tom White, Kent Howerton, Rich Thorwaldson, Zoli Berenyi, Lars Larsson, Eyvind Boyesen, JN Roberts, Hanssen , pobili mnie Thorlief Hanssen, Jim O'Neal i Brent Wallingsford.

Nie gniewam się, że mnie pobili. Byli szybsi i na to zasłużyli. Bardziej znam przegrywanie wyścigów motocyklowych niż ich wygrywanie. Jestem dumny, że dzieliłem tor z tymi wspaniałymi – nawet jeśli miałem jeszcze pół okrążenia do przejechania, kiedy odkręcali korek od szampana. Należy zauważyć, że nigdy nie spodziewałem się, że im dłużej będę się ścigał, tym będę młodszy ani szybszy. Przyjmuję moją rosnącą ułomność jako część cyklu życia motocyklowego. Nadal dobrze się czuję na rowerze. Ciągle się ścigam. Nadal ryzykuję. Nadal walczę o swoje miejsce w stadzie, ale teraz moje miejsce w stadzie jest blisko tyłu. Que sera!

Dla mnie w wyścigach zawsze chodziło o koleżeństwo rywalizacji. Jest coś wyjątkowego w spotykaniu się z grupą podobnie myślących kierowców, którzy podzielają Twoją pasję. Mówią językiem motocrossu. Co więcej, ich doświadczenia, odniesienia kulturowe i wiedza sportowa są zsynchronizowane. Mamy zbiorową świadomość Mantle i Maris, Heikki i Ake oraz Nixona i Cartera. Przeżyliśmy przejście od telegramu do kalki, telefonów obrotowych, powielaczy, taśm informacyjnych, faksów i poczty elektronicznej. Jednak wszyscy znamy prawdziwe znaczenie słowa „w dół”. Ścigamy się, ponieważ robiliśmy to, gdy byliśmy młodzi, i nie widzimy powodu, aby teraz przestać.

Co najlepsze, weterynarze zawodnicy mają uszy, a nie uszy.

BEST OF JODY'S BOXJody WeiselPUDEŁKO JODYmotocross