BEST OF JODY'S BOX: SZEKSPIR NIE MOGŁ NAPISAĆ LEPSZEGO SCENARIUSZA NIŻ COTYGODNIOWE MOTO WARS

Jody Weisel

Dla wielu ludzi współcześni zawodowi motocrossowcy są ludzkim odpowiednikiem cielęciny: rozpieszczani, rozpieszczani, dobrze odżywieni, nieświadomi otaczającego ich świata i hodowani na rzeź. Ukrywają się w swoich półciężarówkach, z dala od wścibskich oczu publiczności, a potem wychodzą, ubrani od stóp do głów w przebraniu arlekina, by zniknąć z powrotem w zamkniętym świecie wielkiej platformy. To bohaterowie, moto-gwiazdy rocka; nad polem walki.

Nie jestem pewien, czy zgadzam się, że sportowców można uznać za bohaterów w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jest coś płytkiego w społeczeństwie, które myśli, że nurkowanie wyżej, skakanie dalej, lepsze wskakiwanie, śpiewanie głośniej lub szybsza jazda czyni sportowca kimś, kogo powinniśmy naśladować w naszym codziennym życiu.

Mimo że mamy głupie pragnienie, by myśleć o nich jako o bohaterskich postaciach, to po prostu mężczyźni wykonujący pracę (i pamiętaj, że jest to ta sama praca, za którą płaci miliony Amerykanów jako hobby). Dlaczego więc ich ubóstwiamy? Jesteśmy uwikłani w melodramat, sztukę sceniczną i teatralność lekkoatletyki. Szekspir nie mógł napisać lepszego scenariusza niż cotygodniowe moto wars. Na boisku każdy zmaga się z pokonaniem przeszkód postawionych na jego drodze – prowadzący robi to z łatwością.

DLA PUBLICZNOŚCI, KTÓRA JEST UWIELBIAJĄCA MOTOCROSS STAR JEST JAK BOHATER WOJENNY – ALE BEZ POCISKÓW, POWIATY, PATRIOTYZMU CZY ODPOWIEDZIALNOŚCI (CHOĆ MA MUNIT). BOHATEROWIE NA POLU GRY SĄ IMPONUJĄCE, ALE W WIELKIM SCHEMATIE RZECZY NIE WSZYSTKO ZOSTANIE POWTÓRZONE W NASTĘPNYM TYGODNIU?

Dla uwielbiającej go publiczności gwiazda motocrossu jest jak bohater wojenny – tyle że bez kul, poświęcenia, patriotyzmu i odpowiedzialności (choć ma mundur). Heroizm na boisku jest imponujący, ale czy w wielkim schemacie rzeczy nie powtórzy się to w przyszłym tygodniu (i czy ta sama saga nie była rozgrywana co tydzień na amerykańskiej ziemi od 1968 roku)? Najlepszym wyróżnieniem dla gwiazd sportu nie jest bohater, ale zwycięzca. Jest zwięzły i nie ma bezpośredniego porównania ze strażakami w płonących budynkach lub marines wyciągającymi rannych kumpli z walki z ogniem w Fallujujah.

Historycy są zgodni, że rola amerykańskiego bohatera zmieniła się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Oczekiwania publiczności są inne niż wtedy, gdy Lucky Lindy stawiła czoła Atlantykowi. Dzięki naszej natrętnej społeczności elektronicznej wiemy znacznie więcej o naszych sportowych bohaterach niż w jakiejkolwiek innej epoce. Tomac, Webb, Roczen, Ferrandis, Anderson, Barcia i Sexton nie mogą mieć przyklejonego do buta papieru toaletowego bez zamieszczania zdjęć w internecie. Sprzeciw jest dość oczywisty: ponieważ jesteśmy w stanie tak wiele wiedzieć o gwiazdach naszego sportu, tak naprawdę niewiele o nich wiemy. Ponieważ nie mogą pozostać czyste i nieskażone w świecie, w którym każdy, kto ma komputer, może zniesławić ich postać, podążają tą samą drogą, co samotny Howard Hughes.

W rzeczywistości fani motocrossu nie wiedzą nic o dzisiejszej gwieździe poza tym, że zarabia dużo pieniędzy, pojawia się w reklamach i jest kimś, kogo chcą być tacy jak (dopóki nie zacznie przegrywać, w takim przypadku chcą być jak ktoś inny). Za dużo telewizji, za dużo migających obrazów, za dużo stymulacji, za mało czasu na skupienie uwagi i za mało własnego życia sprawiły, że fani zamienili sportowców w bohaterów Betty Crocker (wystarczy dodać wody).

Pytanie, które aż prosi się o odpowiedź brzmi: kim są bohaterowie motocrossu? Mam swoją osobistą listę, która będzie się różnić od twojej, Rogera DeCostera czy cioci Mildred, ponieważ nie opiera się na szybkości, zwycięstwach czy dochodach. Moja lista opiera się na cechach ludzkich. Kto sporządził moją listę?

Ten mój stary gang. Od lewej do prawej: Bill Keefe, Lance Sallis, Steve wiseman, Jody Weisel, Mitch Payton, Mike Monaghan i Steve Ballmer w czasach Pro Circuit Husky.

Mitcha Paytona. Nie można być „świetnym tunerem na świecie” bez poświęcenia, ciężkiej pracy i pasji do tego, co robisz. Nigdy nie myślę o Mitchu jako o siedzącym na krześle, myślę o nim jako o facecie, który nie zna granic w tym, co może osiągnąć.

Doug Henry. Tragedia to kuźnia, która produkuje ludzi ze stali. Opowieść Henry'ego to opowieść o przezwyciężaniu epickich odwróceń. Odwaga w obliczu nie do pokonania szans jest rzucająca się w oczy.

Tony DiStefano. Kiedy trzykrotny mistrz narodowy AMA 250 Tony D został poważnie kontuzjowany, jego kariera legła w gruzach, a jego życie na stałe się zmieniło, nigdy nie stracił rytmu. Życie po jego wypadku było takie samo jak przedtem – i on też. Jest to lekcja, której nauczanie go przypisuje Mitchowi Paytonowi.

Boba Hannaha. Łatwo ugryźć się w język i wypluć korporacyjną podwójną mowę. Hannah nigdy nie poszła na łatwiznę. Chodził na spacer, ale co najważniejsze, mówił gadaniny. Huragan nigdy nie zostawił cię w zastanowieniu, co on myśli.

Chuck „Feets” Minert wyprostowany, bokiem w skałach, z barierą Armco między nim, i pływa w Oceanie Spokojnym. To było to, czego potrzeba, aby wygrać Grand Prix Cataliny.

Minert stóp. Brał udział w swoim pierwszym wyścigu motocyklowym, zanim się urodziłem (a to było dawno temu). Co najważniejsze, fabryczny zawodnik BSA wciąż ścigał się co tydzień, aż do wieku 83 lat. I wykonał ponad 5000 wyścigów z gracją, zanim nas opuścił.

Jima Weinerta. Nikt nie rezygnuje z fabrycznej jazdy po zasadach. Jammer to zrobił. To skutecznie zakończyło jego karierę, ale trzeba kochać faceta, który nie pozwala, by wypłata kierowała jego życiem.

Marka Blackwella. Kiedy los podał Markowi cytryny, zrobił lemoniadę. Kamień w oku zakończył jego motocyklową karierę, jeśli nie liczyć bycia wiceprezesem Suzuki, Husqvarna, Polaris i prezesem Victory Motorcycles.

Kevina Windhama. Każdy ma ludzkie wady, ale Kevin jest jedynym współczesnym zawodnikiem, który nosi je na rękawie. Kocham go za dobrą walkę z demonami, z którymi wszyscy mamy do czynienia.

Pete'a Snortelanda. Nie znasz go, ale był jednym z pięciu najlepszych kolarzy AMA National, który zmagał się z rakiem. Będzie ścigał się, miał operację żołądka, znowu ścigał się i miał operację. Nigdy o tym nie wspomniał. Po prostu oddał życie z siebie (dopóki nie stracił).

Travisa Pastrany. Lekkomyślność nie dyskwalifikuje osoby ze statusu bohatera, zwłaszcza gdy odbywa się to w tak uroczy, przystojny i otwarty sposób. Sprytniejszy Travis Pastrana byłby dziś dziesięciokrotnym mistrzem AMA, ale sprytniejszy sierżant Alvin York po prostu zostałby w swoim okopie z I wojny światowej i zapomniał o Medalu Honoru Kongresu.

BEST OF JODY'S BOXJody WeiselmotocrossMXA