NAJLEPSZE Z PUDEŁKA JODY: POWRÓT DO CZASÓW, KIEDY MOTOCROSS BYŁ KWADRATOWY BUNTU

Jody Weisel

Nie jestem pewien, czy współczesne nastolatki mają takie samo zdanie na temat motocrossu, jak pierwotne pokolenie. W latach 1970. wchłonęliśmy kulturę motocrossu i nosiliśmy ją ze sobą, gdziekolwiek się udawaliśmy. Nie było żadnej ugruntowanej historii kultury, która by nas prowadziła. Krótko mówiąc, nie było „starych dobrych czasów”. Najstarszy zawodnik, jakiego wtedy znałem, miał 25 lat i myślałem, że to relikt przeszłości.

Kiedy powiedziałem ojcu, że planuję zostać zawodowym kierowcą motocrossowym, powiedział: „To nie jest sport”. I miał rację. W tamtym czasie motocross nie był sportem, o którym ktokolwiek w Ameryce kiedykolwiek słyszał. Motocykle do Ameryki Środkowej około 1970 roku można podsumować w tych popularnych tekstach piosenek: „Miał na sobie czarne dżinsowe spodnie i buty motocyklowe oraz czarną skórzaną kurtkę z orłem na plecach. Miał podskakiwany sierp, który wystrzelił jak pistolet. Ten głupiec był postrachem autostrady 101.

Dzisiejsi zawodnicy niewiele myślą o korzeniach naszego sportu. Po co to słodzić! Nie przejmują się niczym, co było przed iPhone'ami, Instagramem, SnapChatem, TikTokiem i kolczykami. Bez wstydu. Bez potu. Bez obaw. Wiedzą to, co wiedzą – i nic więcej. Motocross, jak go znają, jest taki, jaki jest - w pełni rozwinięty i rozwinięty. Dobrze dla nich.

Ale to właśnie to pierwotne pokolenie rozwinęło ten sport do tego, czym jest dzisiaj. Musieli, bo przed nimi tego nie było. Dla większości kierowców z lat 1970. motocross był buntem do kwadratu. Oferował to, co było nieosiągalne dla nastolatków tamtej epoki – poczucie ruchu, szybkości, rzuty przeczące grawitacji i katapultujące katastrofy. Należała do bardzo wybranej grupy amerykańskiej młodzieży. W czasach młodości nie było starszych ludzi w motocrossie. Nie było zajęć z weterynarza, weteranów, siwych staruszków ani dorosłych. Byliśmy młodzi i mogliśmy robić motocross, co chcieliśmy - ponieważ nikt wcześniej nie był. A przed 1968 rokiem żaden ryzykowny sport nie był tak łatwo dostępny dla nastolatków.

Dziwne jest to, że dzisiejszy motocrosser nie zostałby przyjęty do świata motocrossu późnych lat 60. i wczesnych 70. Zostałby odrzucony ze względu na swój materializm, chciwość, profesjonalizm, mechaniczną nieudolność i wyniosłość.

Przez pierwsze trzy dekady tego sportu (1968–1998) zawodnicy motocrossu mieli romans ze swoim sportem i motocyklami. Był to świat zamieszkany przez głowniaków, majsterkowiczów, wynalazców i młodych buntowników, którzy potrzebowali siebie nawzajem w symbiozie, która dziś nie istnieje. Kupowaliśmy używane rowery, odbudowywaliśmy je przy użyciu podstawowych narzędzi, a jeśli nie było nas stać na część, próbowaliśmy ją zbudować sami. Nie mieliśmy wyboru. Nie było gigantycznej infrastruktury wypompowującej bezobsługowe motocykle - nie, zrób to motocyklami odpornymi na konserwację. Wszyscy, którzy ścigali się w latach 1970., pracowali nad własnymi rowerami, ponieważ nie mieli wyboru, a ponadto nadal można było pracować nad rowerami.

Co dziwne, po tylu latach ekonomiczny silnik branży motocrossowej nadal napędzany jest nieśmiertelnym oddaniem tych samych mężczyzn, którzy są już w średnim wieku. Nasz sport nie jest zależny od wysoko opłacanych kierowców fabrycznych. To zależy od 40-, 50- i 60-latków. Dlaczego siwienie motocrossu jest tak istotne i jednocześnie niebezpieczne? Bo oczywiste jest, że motocykle produkowane w epoce nowożytnej nie wywołują przywiązania emocjonalnego z epoki wcześniejszej. Są bezduszni. Bez tej esencji jedności dzisiejszym cyfrowym, elektronicznym i ulotnym doświadczeniom brak będzie trwałej intensywności lat 1970., 1980. i 1990. XX wieku. Jaka szkoda.

 

Może Ci się spodobać

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.